Blog > Komentarze do wpisu
Przypowieść o triumfie w konkursie na blog roku
Chłop o którym mowa, był raczej chłopakiem. Stanowczo bagaż wiosen jaki spoczywał na jego barkach go przytłaczał. W swoim życiu powinien być właśnie w miejscu, w którym winno było już nieźle wyrosnąć zasadzone drzewo, w którym winien płodzić córkę, bo syn już dawno byłby urodzony, a w wybudowanym świeżo domu kłaść ostatnią kafelkę w łazience jak z katalogu Castoramy. Ręce winny być spracowane ciężką pracą menedżerską albo kopalnianą, a członek swym igraszkowym rzemieślnictwem, ocierającym się momentami o kunszt, co też dumnie prezentowałaby druga połówka, wbijając głośne szpilki w zwyczaj ciszy nocnej.

Chłop o którym mowa, był raczej chłopakiem. Stanowczo bagaż wiosen jaki spoczywał na jego barkach go przytłaczał. W swoim życiu powinien być właśnie w miejscu, w którym winno było już nieźle wyrosnąć zasadzone drzewo, w którym winien płodzić córkę, bo syn już dawno byłby urodzony, a w wybudowanym świeżo domu kłaść ostatnią kafelkę w łazience jak z katalogu Castoramy. Ręce winny być spracowane ciężką pracą menedżerską albo kopalnianą, a członek swym igraszkowym rzemieślnictwem, ocierającym się momentami o kunszt, co też dumnie prezentowałaby druga połówka, wbijając głośne szpilki w zwyczaj ciszy nocnej.

Z miejsca w którym rzeczywiście się znajdował nie dało rady dojrzeć na horyzoncie, choćby i wesprzewszy się lornetką sapera, miejsca wyżej opisanego. Nie parł chłopak do przodu, ale nie dramatyzowałbym też, że zatracił się w cofaniu. Raczej tkwił zawieszony w próżni. Coś między zdroworozsądkowym przejrzeniem na oczy: bolesną planów weryfikacją i marzeń utylizacją, a przepełnionym pasją szukaniem nowych bodźców, mających dać moc na długotrwałe utarczki, z wrednącą z każdą wiosną coraz bardziej rzeczywistością.

Czyli w większości do-góro-brzuszne leżenie poparte niespecjalnie lotnymi przemyśleniami. Wysiłek fizyczny ograniczał do czynności niezbędnych dla przepływu metabolizmu.

Tak jest, w jedzeniu i sraniu niczym nie ustępował swoim rówieśnikom, kotletem i stolcem dorównywał tym, którzy czerpali z życia pełnymi garściami. Jego niespokojny duch do spółki z frustracją dnia codziennego, jednak nie pozwolił, by umysł stał się równie ascetyczny jak ciało. Kłębiące się myśli siniaczyły mu mózg od wewnątrz. To też musiał jakoś pozbywać się tej pleniącej się jak szczury w rumuńskim domu zarazy. I wymyślił furtkę:  „będę robił w pisaniu”. Także wziął laptopa, którego z braku motywacji nawet do etanolowych uniesień nie sprzedał i wykorzystując niezabezpieczenie sieci internetowej przez starszą panią z góry, odpalił firefoxa i założył bloga. Nie chciał pisać do szuflady. Z prozaicznej przyczyny. Nie miał nawet żadnego biurka ani niczego co mogłoby być źródłem owej szuflady. Więc zamarzył sobie zostanie wirtuozem słowa na internetowym poletku, gdzie możliwości są pozbawione granic, a czytelnicy liczni, nieskończeni, nieprzebrani.

Imaginował sobie gęste lasy prawie równikowe komentarzy, tzw. lajków, a  daleko później wizyt swych wpisów na onecie. O niemal erekcję przyprawiała go myśl jakie wrażenie (i czym ono zaowocuje) wywoła swym blogowaniem w wyśnionej kobiecie. Bawił się więc słowami jak klockami lego, albo raczej plasteliną: formy, kształty, postaci, bezkszktałty, misterne katastrofy lepił rzemieślniczo, ale tak wytrwale, że końcowy efekt, zawsze pozostawiał miłe oku wrażenie artysty. I niby wszystko fajnie – ostatniej kropce zawsze towarzyszyło zdrowe poczucie dobrze odwalonej roboty. Tylko jakoś lajków nie klikano, jakoś komentarzy nie umieszczano, jakoś niespecjalnie słowotwórcze wygibasy czytano.

Pragnąc jednak zaszczytów i sławy, a ponad wszystko darmowej na salonach kawy i znajomości z poselskiej ławy, zgłosił swego internetowego bachora na konkurs bloga roku. Tysiące rozpieszczonych bachorów, których rodzice mieli ega większe niż Grecja dług, niż Chiny ludność, niż Mama Madzi tupet...

Dziwnym trafem, jakby naćpany bożą łaską, zaczął zbierać płatne esemesy i iść łeb w łeb z blogowymi szychami, na których lajków , komentarzy i wyświetleń więcej niż pryszczy na gimnazjalnej facjacie. Może drenujący zdrowy rozsądek efekt odstawienia napojów wyskokowych sprawił, że opisał swojego bachora jako  „Pierdy z dupy takiej jak twoja”. Dodatkowo jeszcze pogrążył się opisem tuż pod, dogłębniej penetrującym beznadzieję zalegającą w neuronach:

„Kiedyś fajny i poetycki, teraz obwisł jak starcze cycki. Z racji że jego kręgosłupem była wiara w koniec świata 2012, jest teraz sparaliżowany wenowo. Jednym słowem: słowotwórczy dowód na to, że świat powinien zakończyć już swą przygodę z istnieniem.”

To miało być słowotwórcze samobiczowanie i to w scenerii, gdzie co krok nadziać się można było na masturbację piórem. A jednak sfrustrowany naród podłapał ten krzykliwy niczym marsz żałobny opis i słał eski zgodnym chórem. Naładowany z tego powodu optymizmem jak stodoła słomą po żniwach począł zalewać swego bachora nowymi ubrankami literami szytymi. Jeszcze bardziej z ironią; barwa prezentowanego tam humoru osiągała już poziom koloru buźki mozambijskiego, nieletniego plantatora bananów, a liczbą absurdów bił na głowę książeczki pokroju Biblii, Koranu, czy nieksiążkowego Przekroju.

Ludzie łykali. Z pojemnością i intensywnością godną Sashy Grey. Śnił o nim po nocach nie jeden rozpalony, nie tylko gorączką, nastoletni gej. Widmo sodówki na wyciągnięcie łapska. Ojej.

W finałowym etapie jurorzy się zachwycili bez reszty i oddanie, co jednak  szybko zweryfikowała konkursowa, wielka gala, na której zamiast łapać kontakty i odpowiadać błyskotliwością za błyskotliwość medialnym ciasteczkom z ekranu, rzucił się  na misy z żarciem i ograniczył się do potakiwania głową, tyle rodzajów szynek naraz pchał do dzioba, że nawet „kurwa!” nie mógł krzyknąć, gdy mu majonez spłynął na kilkunastoletni, pożyczony za czteropaka od sąsiada garnitur. I tak to wyglądało – oni proszą go jako zwycięzcę, opium blogosfery na scenę , a on opiera się całym ciężarem ciała o stół i wyciąga się jak struna, by dosięgnąć konfitur. I tak stopniowo przeżera swój zwycięski fart. Sam pławiąc się w smakach jakie nie gościły na jego ozorze od czasów obiadów u babci w podstawówce, pozostawia zgromadzonym vipom cierpki niesmak. Lada dzień okaże się również, że biuro, które zasponsorowało  jego egzotyczną wycieczkę okaże się turystycznym Amber Gold, a piękność, z którą to miał konsumować uroki piaszczystych, azjatyckich plaż, wybrała jednak Aqua Park w Tarnowskich Górach z jego starym znajomym z gimnazjum, pracującym jako ochroniarz w Tesco...

Również jego słowotwórczy bachor zachłyśnie się sukcesem i stanie się wpisowym impotentem. Jego stwórca zatęskni za doczesnym życiem, wyjdzie z próżni, znajdzie robotę w bankowości, zawróci w głowie blond piękności i będzie w ciepełku domowym własnym rósł w szczęście rodzinne, spełnienie życiowe, tłuszcz i cholesterol. Tylko przyszłość jego zapomnianego bachora rysowana będzie  barwami takimi, jakimi ociekał prezentowany na nim humor. Bo sukces lubi mieć w sobie coś z gwoździa. Tego od trumny.



niedziela, 27 stycznia 2013, klockiewicz

Polecane wpisy

Komentarze
2013/01/31 11:34:37
Klockiewicz, co tam blog roku. Masz talent chłopie. Od czasu do czasu przeglądam różne blogi, i nie często mogłem się natknąć na taki kunszt. Nie zmarnuj tego. Treść nie jest wprawdzie bliska memu sercu, ale poszukiwanie ukryte pod wzburzoną powierzchnią , dobiera sobie u Ciebie co lepsze słowne kostrukcjie... Powodzenia!
-
2013/01/31 16:57:18
Wow, dziękuję za takie słowa. Widok takich jest nieczęsty. W zasadzie byłem bliski zakończenia, nie tylko blogowania, ale jednak zawsze wracam, zawsze pióro swędzi i trzeba jakoś twórczo nim podrapać. Melancholia treści to po prostu odbicie mej egzystencjalnej poniewierki. Ale staram się weń wplatać optymizm i nadzieję. Pozdrawiam i postaram się dalej regularnie tworzyć, skoro istnieją jeszcze ludzie, którzy to doceniają :)
-
2013/01/31 17:50:29
Co do treści oceniłem dość powierzchownie, jeno na podstawie tego wpisu i urywków innych. Jakem się wglębił w inne dojrzałem tam wiele cennych i oryginalnie sformułowanych myśli i spostrzeżeń. Także z takim darem, nic tylko uzbroić się w cierpliwość i dalej 'opowiadać świat'. Pozdrawiam :)