Blog > Komentarze do wpisu
Golonka a Miss Polonia, czyli spisek grubymi nićmi szyty (część 2)
Naszą historię już w wydaniu dialogowym i dynamicznym rozpoczniemy od przełomowego momentu dla kilogramowej krucjaty. Bankiet zorganizowany przez firmę przetwórstwa wieprzowiny „DenkeFleish”. Firma owa kompletnie zmonopolizowała wieprzowy rynek w Polszy, a jak sama nazwa wskazuje legitymowała się rodowodem oraz kapitałem niemieckim. Jej dominacja była brana jako przykład obrazujący początek czwartego rozbioru Polski, jaki to wieszczyły środowiska narodowe, a jako dowód swej bezgranicznej pogardy dla mięsa z wieprza zainfekowanego „szwabem” wyparli się wieprzowiny, czym dali pożywkę dla lewicowych, naśmiewających się, że to taki akt pojednania między nimi a Żydami. Niektórym łysym husarzom tak zbrzydło mięso, że poszli w wegetarianizm, co było już prawdziwą oznaką Sodomy i Gomory na horyzoncie, bo lewactwo i prawactwo upodobniało się coraz bardziej do siebie, ściekając do jednego kanału...

Naszą historię już w wydaniu dialogowym i dynamicznym rozpoczniemy od przełomowego momentu dla kilogramowej krucjaty.

Bankiet zorganizowany przez firmę przetwórstwa wieprzowiny „DenkeFleish”. Firma owa kompletnie zmonopolizowała wieprzowy rynek w Polszy, a jak sama nazwa wskazuje legitymowała się rodowodem oraz kapitałem niemieckim. Jej dominacja była brana jako przykład obrazujący początek czwartego rozbioru Polski, jaki to wieszczyły środowiska narodowe, a jako dowód swej bezgranicznej pogardy dla mięsa z wieprza zainfekowanego „szwabem” wyparli się wieprzowiny, czym dali pożywkę dla lewicowych, naśmiewających się, że to taki akt pojednania między nimi a Żydami. Niektórym łysym husarzom tak zbrzydło mięso, że poszli w wegetarianizm, co było już prawdziwą oznaką Sodomy i Gomory na horyzoncie, bo lewactwo i prawactwo  upodobniało się coraz bardziej do siebie, ściekając do jednego kanału...

 Kolejnym pokazem siły ze strony „DenkeFleish” była wygrana batalia z PZU, KRUS i Lidlem o strategiczny sponsoring i pieczę marketingową nad słynnym konkursem miss Polonia. Telewizje mimo, że kręciły nosem z niesmakiem, że oto najpiękniejsze z pięknych spośród na świecie bezkonkurencyjnie najpiękniejszych Polek, będą pomykać w bikini wśród banerów z golonkami, kaszankami, podwawelską i śląską...

Ale sypnięcie tłustym (jak to w tej branży) groszem przez szefową koncernu Helgę Denke z szybkością podniebnej błyskawicy uspokoiło telewizyjne noski i zaprzestały w mig kręcenia, a wszystkie Polsaty i TVN-y również w mig łykały ze smakiem widok szczupłych ślicznotek prężących wdzięki na tle świńskiego wurstu.

Impreza jako pierwsza w historii miała być pokazywana równolegle przez 3 największe telewizje, podobno częściowy dochód z reklam puszczanych w przerwach miał iść na konto najbiedniejszych rodzin, firma Denke-Fleish miała przeznaczyć na ten cel kilka ton bawarskiej kaszanki, oraz na konto fundacji walczącej z szerzącą się ostatnio zarazą wegetarianizmu. Już w wiadomościach każdej ze stacji podkreślano ten ważki cel i proszono ludzi, by zostali w domach i oglądali, podobno nawet prezenterzy pogody dostali w łapę, by jak jeden mąż trąbić o fatalnej aurze na ten wieczór i że najlepszym wyjściem w tej sytuacji będzie zostanie w domach, oczywiście w zacnym towarzystwie naszej stacji. Ludzie w zdecydowanej większości dali się zmanipulować, choć nie brakowało komentarzy o ironicznym wydźwięku: „no ciekawe jaki to salceson zgarnie koronę dla najpiękniejszej?” lub „Nie wiedziałam, że kiełbasy mogą być blond lub rude” czy też „Ale liche frankfurterki, widać, chyba z Rumunii, tam pewnie nawet świnie niedożywione”.

Przemek na bankiet wkręcił się ledwo co, niemal tylnymi drzwiami, bo próby dostania się tam przypominały próby zdobycia Moskwy zimą. Na parkiecie szaleli sami Ibisze, Kammele, Cichopki, Rodowicze – jednym słowem: GRUBO! A na dźwięk tego przysłówka naszemu Przemkowi od razu święcą się oczy i przeskoczy cały tabun kłód, byle tylko znaleźć się u źródła eskalacji grubości. A w sukurs przyszedł mu najzwyklejszy fart, aczkolwiek maczał swe palce, by mu dopomóc w ziszczeniu się. Nie odpuszczał bowiem od dłuższego czasu na krok syna Helgi Denke, Svena. Śledził go jednak w miarę dyskretnie, nie wzbudzając niczyich podejrzeń. Ten ciągle jednak w asyście znajomych, ochroniarzy, kontrahentów firmy, znalezienie okazji do zaprzyjaźnienie się graniczyło z cudem. Sven jak syn matki mającej we władaniu połowę wieprzowiny całego kraju było oczywiście postury, eufemistycznie mówiąc, słusznej. A im był tęższy, tym więcej jadł. A z racji wzmożonego pędu związanego z biurokratyczną wichurą przy okazji zapinania ostatnich guzików imprezy miss polonii, jadł też niewiarygodnie szybko, gryzł i połykał wyjątkowo niedbale. I trach! Zadławił się Sven, chrząkał, miotał się po podłodze i przez sporą chwilę nie mógł złapać oddechu. Jego kamraci byli przytłoczeni szokiem sytuacji i nie byli w stanie podjąć racjonalnych działań w celu przywrócenia Svenowi wymiany gazowej. To była woda na młyn dla Przemka,  który wyrósł jak z podziemi, chwycił Svena jak trzeba i odpowiednio potrząsając, sprowokował do wyplucia sporego kawału podwawelskiej. Sven po paru minutach oprzytomniał i doszedł do siebie, a Przemek cierpliwie czekał. W końcu Sven, choć Niemiec, to dobrze wychowany, począł dziękować i zadał pytanie na które Przemek czekał od dwóch tygodni: Co mogę dla Ciebie zrobić, by się odwdzięczyć?

Przemek tylko szelmowsko się uśmiechnął i mimo, że mógł zgarnąć  darmowo z pół tony wędliny, to wybrał  obecność na liście gości bankietu, dla którego nawet Wicepremier przełożył wizytę u masażystki.

To nie był jednak koniec śledzenia osób o nazwisku Denke. Wraz z postawieniem stopy na bankiecie rozpoczęła się nowa misja, tym razem już z szychą nad szychami, samicą alfa, kanclerz wieprzowiny w roli głównej. Diva golonki wyglądała dokładnie tak, jak większość z nas wyobraża sobie divę golonki. Mimo jednak całej natrętnej i zabierającej dla siebie gros z tak zwanego „pierwszego wrażenia” tuszy biła od niej elegancja. Szykowność. Dostojność. Przysłowiowa Francja.

Garsonka od Armaniego zrobiona specjalnie na zamówienie w rozmiarze XXXL zbierała swoją unikalnością spojrzenia ze znacznie lepszą skutecznością niż masowo eksponowane w dekoltach powiększone cycki celebrytek z ekranu srebrnego.

Przemek szukał dogodnego momentu. Ale o ten nie było łatwo. Diva golonki była rozchwytywana, na palcach jednej ręki można było policzyć telewizyjnych gwiazdorów, którzy nie czekali cierpliwie w kolejce do uściśnięcia jej dłoniska. Nawet politycy garnęli do niej ochoczo, jakby przeczuwając, że w niedalekiej przyszłości droga do władzy będzie brukowana mięsem.

Znienacka doszły uszu zgromadzonych dźwięki, które jako żywo przypominały grzmoty właściwe burzowym wyładowaniom atmosferycznym i podeszli do okien wpatrując się w ciemne – bo i tak było po zmroku- niebo. Wykorzystując chwilę wolności od natarczywego włażenia w tyłek przez medialną śmietankę, Helga Denke czym prędzej czmychnęła do kibla i jak za dotknięciem magicznej różdżki burzowa onomatopeja zniknęła. Jedyna burza jaka zaistniała tego wieczoru miała miejsce w jej żołądku i właśnie ciskała brązowymi piorunami w muszlę przy akompaniamencie pierdnych grzmotów.

Przemek jako postać do bólu makiaweliczna nie miał najmniejszych oporów przed wejściem do babskiej ubikacji. Bez choćby grymasu obrzydzenia stał przy umywalce o rzut wc kaczką od pola rażenia jelitowej makabry. Cierpliwie, zimno i stanowczo. By tylko posuwać dalej swą krucjatę. Kolejny krok  ku nadaniu odpowiedniej wagi ludziom pod którymi waga łazienkowa aż skwierczy. By rubensowskie kształty wróciły do łask i puszyste panny zawładnęły rozkładówkami pism dla panów.

Po dziesięciu minutach soundtracku do wojny w Wietnamie wyłoniła się z szaletu diva golonki. Strzeliła błogo dwa pierdy po czym się zmieszała, że ktoś jest w łazience, by najzwyczajniej się wpienić, że jest to facet...

- Koleś, kurwa, czego tu szukasz, to jest damski kibel?

- Nieprawda.

- No jak, kurwa, nie?

- Normalnie, „damski” sugeruje obecność dam, a w ich ustach nie zwykło gościć „kurwa”...

- Spierdalaj stąd, albo wezwę ochronę! – czym prędzej jednak opamiętała się, że jednak  gabarytowo przerasta tychże wyrostków pod muszką i skonstatowała – a co ja się będę wysługiwać gorylami, sama cię wyrzucę na zbity pysk!

- Spokojnie, przecież jest pani wielką, i to nie tylko fizycznie, kobietą interesu, nie przystoi zachowywać się tak zaściankowo kobiecie, będącej na tak wznoszącej fali. A ja po prostu szukałem miejsca, gdzie moglibyśmy zamienić parę słów w cztery oczy, bo generalnie rzecz biorąc w jakimś stopniu, działam w naszym wspólnym interesie.

- Doprawdy?! – zaśmiała się tubalnie – a jakie ja mogę mieć wspólne interesy z takim wymoczkiem jak ty, malutki?

Na to ostatnie słowo wstąpiła mu w gardło gula, a czoło pokryła pajęczyna pomarszczeń, bo jak wspominały pierwsze wersy tej powiastki „drobnostki by najchętniej butem gniótł!”.

- Zdziwiłabyś się królowo golony, w moim interesie leży to, by takie jak ty , bogate w kilogramy damy, duże jak hipopotamy, szerokie jak przeciwpowodziowe tamy nie były jedynie obiektem kpin, które muszę się leczyć dietami i przelewaniem hektolitrów potu na bieżniach, by zrzucać z siebie święte kilogramy; moją misją jest, by wreszcie wróciła wspaniała moda barokowa, gdzie duże było ideałem piękna, gdzie każdy kilogram ludzkiego ciała była na wagę złota, a nie jak teraz jedynie zbędnym balastem, co zakrawa na świętokradztwo!

 

- Co ty człowieku gadasz?! Nienormalny? Fanatyk nawiedzony po prostu. Niby jakim cudem miałbyś przemycić celulitis na szklany ekran? Jakim cudem wielomilionowa publiczność zasmakować ma obwisłych cyców i wielowarstwowych opon na brzuchu, kiedy dotychczas karmiono ją jedynie płaskimi i sterczącymi w wypadku drugich? Skąd ty masz to opium, które tak cię ubzdryngoliło, że takie pomysły ci zakwitają, robaczku? – Helga zaniosła się skrzekliwym śmiechem i napawała się nim niczym heretyk grzechem.

Dla Przemka, pierwszego w historii, a pewno i jedynego na tysiąclecie inkwizytora tuszy kobiecej ta reakcja była przewidywalna i nie miała najmniejszej szansy zawrócić go z tropu. Wiedział też, że siła argumentu ideowego nic tu nie zdziała. Zaszczepienie prawdy sadła upiększonego na mózgi zainfekowane medialną wizją kościotrupa, posiadającego monopol na seksowność jest a-wykonalne. Utopia jak się patrzy. Dlatego poczciwy Przemek, zapragnął pokazać, że wcale mu do tej poczciwości nie po drodze i sięgnął po zrodzone w zapamiętałej dociekliwości oraz perfidią ociekające asy pod rękawem na pięć swych minut czekające.

- Przywykłaś Helgo do poczucia wyższości nad innymi. Nie dość, że ciało postawne jak u słonia, to jeszcze biznes przed którym każdy pada na kolana jak przed obiektem kultu religijnego. No , kurwa, mięsny krzyż po prostu – zrobił ironiczną minę w stylu Jima Carreya- Takie te twoje golonki niepokalanie tłuste. Mięso bez znaków zapytania. Spyrka o takiej renomie, że wegetarianie nie śpią nocami, pogrążeni w żalu, że sami sobie zabraniają zatopić w niej zęby. A gdyby stało się tak, że jednak wegetarianie szczycili by się tym, że nigdy nie wzięli do ust produktu z nie całkiem szczerozłotej półki DenkeFleish... Mało tego, mieliby solidną pożywkę do drwienia z Twej firmy, której budżet od tego momentu byłby skazany na nieodwracalną i postępującą kurację odchudzającą...

Wytrzeszcz oczu Helgi Denke mógłby sugerować udławienie się karczkiem wieprzowym, którego znowu w odurzeniu smakowym zapomniała pogryźć i połykała w całości, jak to zwykła robić z konkurencyjnymi (zawsze tylko przez małą chwilę) firmami przetwórstwa mięsnego. Tak jak jednak owy kawał karczycha czasem nadszarpnął w jakiś sposób strukturę jej przepastnego układu pokarmowego, tak jej firma nigdy nie doświadczyła zatrucia, niestrawności, ani nawet wzdęcia. Była żarłokiem biznesu o charakterze totalnym.

Stąd szok, który potęgowała pełna powaga rozmówcy, który wziął się chyba z samej mitycznej krainy deszczowców.

- Powinnam cię znowu jedynie wyśmiać, ale proszę bardzo, przedstaw swego konia trojańskiego, co rozdupcy w proch i pył monument mego przedsiębiorstwa. Aż mi buzuje w żołądku ciekawość do jakiej to kreatywności żeś się pan posunął. Gadaj, postaw mnie w szachu, a sama wystąpię na scenie w Twoich wyborach miss schabowego i rolady! – I znowu jej przesiąknięty testosteronem śmiech o mało by jej nie doprowadził do rozpuku.

- A zatem proszę bardzo. Pominę już ceregiele związane z szachem i przejdę od razu do mata. Nie jestem jakimś przypadkowym szaleńcem. Mój plan kwitł latami, w czasie których nie zasypiałem gruszek w popiele. Szperałem, analizowałem, porównywałem, rozgrywałem możliwe scenariusze. Jednak na trop sukcesu naprowadził mnie przypadek. Znajomy podesłał mi utwór muzyczny pewnego nieznanego metalowego zespołu. Pochodził z Dolnego Śląska i mimo że muzyka miała wymiar światowy, to postanowili chłopaki w twórczości swej pokazać przywiązanie do regionu, zaprezentować tegoż folklor, a że  stylistyka metalowa, czyli musiało być krwawo i strasznie. I znaleźli postać bardzo frapującą, jakby urodzoną do bycia inspiracją dolnośląskich kapel metalowych. Człowiek ten w niewielkich Ziębicach mordował ludzi, ale to dopiero początek jego zabawy. Następnie peklował ich mięso, ze skóry robił paski do spodni, z włosów robił sznurówki i wszystko z powodzeniem sprzedawał na targowisku! Ludzie żarli mięso swoich sąsiadów z równie nabożną czcią jak twoje zniemiecczone golonki. Potem w końcu złapali poczciwego artystę mięsa i powiesił się w swej celi na własnej chusteczce, no do końca skubaniec pozostał geniuszem. Niemniej w Ziębicach przez kilka, kilkanaście lat nie kupowali wędlin. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że wyzuty z moralności i poszanowania czegokolwiek handel mięsem nie jest tym, co łączy was najbardziej. Otóż ów jegomość też był Niemcem. Ale dlaczego owa historia ma być moim matem, czy jak to określiłaś koniem trojańskim?  

Bo tenże psychopata nazywał się Karl Denke, moja droga  Helgo Denke! – wypalił Przemek.

 

Nogi baronowej golonki zrobiły się tak miękkie i wątłe, że musiała się oprzeć o umywalkę całym ciężarem ciała, co o mało nie zakończyło się tej zarwaniem. A promieniujący Przemo triumfalnie kontynuował:

-  I dopiero się zaczęło analizowanie! Ależ musiałaś dużo poświęcić, by odciąć te korzenie. Wiele mi zajęło by udowodnić, że to nie tylko przypadkowa zbieżność nazwisk. Wytrwałości i otuchy w poszukiwaniach dawał mi wspólny mianownik czyli wasza nieprawdopodobna smykałka do mięsa. I udało się, musiałem sprzedać wiele ze swego dobytku, by zgromadzić środki na łapówki dla osób, które posiadały kawałki twego porwanego na strzępy drzewa genealogicznego. Niemniej  udało mi się w dwa lata skompletować  je całe. I to jest mój mat właśnie. Chyba nie muszę Ci mówić, co w obecnych czasach stanie się z twą firmą, kiedy ludzie dowiedzą się czyją jesteś krewną i że do końca życia daremnie będziesz się tłumaczyć, że nie wrzucasz do swych wyrobów mięsa z bliźnich i pewnie z pogardzanych przez dumną Niemkę Polaków?  - Przemek zrobił triumfalną przerwę, wciągnął głęboko powietrze i dalej począł punktować rywalkę :     

-Kiedy chociażby Twoi przeciwnicy, a masz ich wielu, bo przecież jedną z istotnych miar sukcesu jest liczba wrogów, nagłośnią w mediach wizerunek Karla Denke i łączyć go będą na każdym kroku z DenkeFleish. Swoją drogą zgubiła Cię własna pycha. Nazwałaś firmę swym nazwiskiem i to teraz ono będzie gwoździem do jej trumny! – Przemka poczucie władzy wypełniało od stóp do głów, wreszcie ma to co chciał, zawsze chciał być wielki, w interesie wielkich, nie dziw, że w jego oczach płonęła żądza...

- Dobra, dlaczego od razu, trumny? Przecież dopiero zaczynamy rozmawiać? Zorganizujemy Twój konkurs miss rubensowskich kształtów, a ty oddasz mi dokumenty i będziemy kwita. Czego jeszcze chcesz, pieniędzy?

- Nie, pieniądze mi niepotrzebne. Chcę się bez reszty wypełnić tym zwycięstwem, posiąść wszystko co najlepsze, chcę Ciebie.

Helga wybałuszyła oczy. Nie opierała się. Pierwszy raz w życiu ktoś chciał ją zerżnąć nie dla pieniędzy tylko z własnej żądzy i namiętności. Oboje byli ludźmi czynu, więc do tegoż jak najszybciej przeszli. Próbował ją objąć, być zaciekłym samcem alfa, ale niestety dysproporcja wagowa była tak ogromna, że to ona znowu musiała wziąć „sprawska w swoje łapska”.

Oboje wpadli w szał hormonów. Ona miała ich w sobie jeszcze więcej niż cholesterolu. Potęgowało owo wrażenie dodatkowo to, że osoba na której właśnie nago siedzi okrakiem jest nią seksualnie zafascynowana. A to absolutny biały kruk w jej igraszkowej karierze. Jemu z kolei dzielnie pomagała znosić ciężar, jaki właśnie się na nim znalazł, wizja spełnienia swego pozornie irracjonalnego celu, utarł nosa wszystkim malkontentom, którzy podobnie jak ta, której nieprzebrane połacie ciała właśnie wiją się na nim, pukali się w czoło i zanosili się iście jokerowym śmiechem na słuch o inkwizycji kilogramowej. Poczucie tego triumfu sprawiało, że jego erekcja była niezachwiana mimo infernalnego wręcz uczucia miażdżenia, jakie wywoływał wielki, wijący się na nim obiekt jego wielkiej fascynacji. Zapamiętale trwali w swych fascynacjach i spełniających się żądzach. Stosunek przybrał coraz agresywniejszą i wyuzdaną formę. Ściśnięte przez uda baronowej golonki żebra Przemka wydawały odgłos gruchotania, a usta próbowały niemo krzyczeć niczym rzucony przedświąteczną porą do reklamówki żywy karp. Ale potężne bodźce wyobraźni, wywołane jego kandydatkami po setce w kostiumach kąpielowych, na oczach milionów zszokowanych telewidzów, spowodowały że żądza trwania rozkoszy przezwyciężyła żądzę tlenu...

Kiedy Helga rzucała się na nim dziko w spazmach orgazmu, on już nie uczestniczył, jego duch ulotnił się , spuścił się razem z nim. Helga zauważyła to po kilku minutach, po wszystkim; wpadła w histeryczny krzyk. Zleciało się mnóstwo celebrytów i ochroniarzy, a ona siedziała obok: naga, tłusta i spocona nad sponiewieranymi zwłokami filigranowego kochanka. Zaczęły błyskać flesze telefonów komórkowych. Była skończona... Zdjęcia w ciągu sekundy przysłowiowej znalazły się na fejsbukach; wyrok dostała za morderstwo z premedytacją, gdyż sąd nie był w stanie dać wiary, że samym miłosnym uniesieniem można połamać człowiekowi tyle kości. Firma „DenkeFleish” zwinęła manatki z Polski i stała się małym zakładzikiem na bawarskiej wsi.

 

Wnioski z tej historii?

Do nawet najbardziej szalonych i nieprawdopodobnych dla zwykłych zjadaczy chleba celów przy odpowiednich chęciach i determinacji można dojść. Tylko do końca trzeba myśleć głową, nie rozporkiem. Gdy rozporek dojdzie do głosu, plan posypie się jak ziarna pszenicznego kłosu. Ponadto Karl Denke jest zajebistym bohaterem i nawet po śmierci nie pozwoli szargać swego nazwiska. Po poznaniu jego historii termin „peklować” nigdy już nie będzie znaczył tego samego. Dodatkowo frajer pozostanie frajerem, nawet jeśli wydaje mu się, że osiągnął już szczyt zajebistości i nikt mu nie podskoczy, to nim zdąży to zakomunikować światu,  spadnie z niego w najżałośniejszy z możliwych sposobów. A do tego polskie świnie są najlepsze, najtłuściejsze, zawsze będą najlepszym materiałem na golonkę. Polski wieprz zawsze się obroni i nie pozwoli się „sfleishować”. Nawet Karl Denke jadł Polaków, bo jako postać bez skazy miał i smak wyrobiony genialnie. A celulitis nigdy nie będzie seksi.

 

PS Jeśli zainteresowała kogoś autentyczna postać Karla Denke, to pod tym adresem, może przeczytać relację z naszego autostopowego wypadu śladami Karla, już całkiem na serio :)

http://burzliwyautostopowicz.blox.pl/2013/04/Sladami-Karla-Denkego-2803-29032013.html

sobota, 13 kwietnia 2013, klockiewicz

Polecane wpisy

Komentarze
2013/05/14 15:26:22
___________________________________________________________________________
ZOBACZ TAKŻE: NISKIE WĘGLOWODANY. (NEWS)
Niezbędna, kreatywna energia.

OTYŁOŚĆ. ŻYWIENIE RACJONALNE WG, IRL KRAKÓW. *****
BH.502.001.
a._: www.myspace.com/441640023/blog/546498261

ARTYKUŁ BH.548.
1._: www.instytutirl.com.pl/index3.php
2._: sieradzanie.pl/post22314.html#p22314
3._: www.powitaminy.pl/artykuly/nowy_chleb.php

Biologia, medycyna.
BH.51./ + inne artykuły wg kolejności.

___________________________________________________________________________